NAJBLIŻSZY

Warto chyba spró­bować.  Listy dzieci dowiodły, że próby takie są możliwe i po latach uprzejmego milczenia ojca i syna zaczyna się między nimi wielka, prawdziwa przyjaźń, a człowiek, pozornie obcy, staje się naprawdę najbliższy. Ojciec nie miał dla mnie nigdy czasu, dla mamy zresztą też nie. Zawsze z nosem w papierach, z nieodłącznym papierosem. Mówił: cześć, jak tam  w szkole i zamykał się u siebie. Nawet nie próbowałem odpowiadać, bo i tak nie słuchał, myślał już o czymś innym. Tak było przez całe lata, przez pod­stawówkę i na początku liceum. W drugiej klasie za- cząłem mieć kłopoty, spotykałem się z hipisami, paliliśmy trochę, wagarowałem, no i raz stary przyła­pał nas w domu w południe, trochę zaćpanych. Wte­dy się chyba poważnie przestraszył, Zabrał mnie w góry. Co to były za czasy! Dwa tygodnie, od schroniska do schroniska z plecakami. Ludzi mało, tylko my. Gadaliśmy wtedy dużo. Z niego zrobił się zupełnie inny człowiek. Kapitalny, naprawdę. Wte­dy właściwie rozmawiałem z nim pierwszy raz. Mia­łem 15 lat”| to już ostatni list. Reszta zalezy od nas samych.

WAŻNE ZNACZENIE DOMU

Jestem głęboko przekonana o genialności środków najprostszych, tymi zaś jest zawsze szczerość, spokój, jawność działania, uczciwosc wo­bec siebie i innych. Jestem głęboko przekonana, ze wiele konfliktów, o których pisali moi koresponden­ci, wynika stąd, że nie ma dość w ich rodzinach za­ufania i bliskości, że nikt nie stara się na bieżąco rozładowywać napięć, wyjaśniać i likwidować, po­zwala się natomiast narastać urazom, często przysło­wiowego funta kłaków nie wartych. Dlatego tak wielkie znaczenie przypisuję umiejęności spokojnej szczerej rozmowy, w której to strony spróbowałyby zrozumieć motywy własnego postępowania, poznać się, wyjaśnić, co powoduje zmiany ich reakcji, ewolucję poglądów. Nawe a może raczej właśnie, w naszym zapędzonym świecie i  te „rozmowy intymne” musi znaleźć się czaas bo w przeciwnym razie dom zmienia się w  jak‘ to ktoś kiedyś określił — dworzec lub w poczekalni kolejową, w której spędza się przerwy między jedną podróżą a drugą. Dom może i powinien być czy znacznie.

WŁASNE DOMOWE PODWÓRKO

Może warto przeanalizować sytuacje z własnego, domowego podwórka, może dobrze by było przyjrzeć się wspólnie, na przykład przy sobotniej kolacji, jak funkcjonuje rodzinny organizm, zastanowić się, czy nie dałoby się w nim czegoś od dziś, od jutra ulepszyć? Tylko kto się zdo­będzie na pierwszy sygnał ojciec czy dzieci? Czasem nie trzeba przecież wielkich zmian, by w trybach, w których od dawna coś się zacina, prze­stało skrzypieć. Czasem wystarczy przyjrzeć się roz­łożeniu obowiązków, ocenić obciążenia wszystkich domowników, spytać o motywację takiej, a nie innej decyzji, a wtedy wiele spraw wydałoby się oczywi­stych i prostych. Dziś, gdy czas każdego z nas, do­rosłego i dziecka, jest do granic możliwości wypeł­niony, tylko współdziałanie daje szanse na uniknię­cie konfliktów. Więcej, tylko dzięki takiemu rozum­nemu współdziałaniu istnieje szansa na stworzenie sobie pewnych „luzów czasowych”, które można przeznaczyć na spokojną rozmowę, spacer czy za­bawę. 

OBCIĄŻONY OJCIEC

Ojciec obciążony nie tylko pracą zawodową, ale i  obowiązkami społecznymi, politycznymi jest fizycznie nieobecny w domu znacznie częściej i dłu­żej niż matka. Nie ma go w chwili, gdy trzeba pod­jąć jakąś decyzję, nie ma, gdy pojawia się problem wymagający rozstrzygnięcia. Te zadania zaczyna co­raz częściej wypełniać z powodzeniem kobieta i n dziwnego, że ona staje się dla kilku, a nawet kilki nastoletniego syna czy córki osobą najważniejszi Jeśli czasem sam ojciec nagle chce zająć jej miejsc zastąpić ją w roli osoby rozstrzygającej, jego prót przyjmowane są ze zdziwieniem, często z niechęc lub ze sprzeciwem.

O RODZINIE

O rodzinie wiemy dużo, a przecież chyba każdy z tematów przedstawionych w listach mógłby się stać, jak sądzę, przedmiotem szczegółowych badań socjologów.. Niektóre problemy, jakie, omawiałam, są znane i opisane przez badaczy, a fakt częstego ich wystę­powania w listach dowodzi, że nadal są częściowo przynajmniej aktualne i nie załatwione. Myślę ną przykład o tak powszechnie sygnalizowanym przez moich korespondentów znacznie silniejszym związku uczuciowym z matką niż z ojcem, mimo że bariery obcości i formalizm werbalny przeszkadzający w na­wiązywaniu kontaktów zostały już przezwyciężone. Myślę o notowanym, nie tylko u nas, zjawisku spa­dającego autorytetu ojca na korzyść matki. Obiek­tywne warunki sprzyjające częstszemu obcowaniu z nią niż z nim, powodują pogłębianie się tego zja­wiska.

DZIECIĘCE WSPOMNIENIA

Niektóre dzieci miłość ojca pamiętają z dawnych lat i wspominają ją jak najcudowniejszy sen. Kiedy były miłe stanowiły być może atrakcyjną zabawkę, nie sprawiały kłopotu, stąd większe-nimi było zain­teresowanie. Wspominają więc z rozrzewnieniem, jaki kiedyś ojciec był cudowny, zachowywał się jak czarodziej obdarzając prezentami, szykując niespo­dzianki, umiał być cierpliwy, fascynował samym swoim przebywaniem w pobliżu, dawał poczucie bezpieczeństwa. Był nawet atrakcyjniejszy od ma­my, bo jednak z nią kontakty zawsze miały cechy bardziej zwyczajne. Niekiedy ojciec pozostawał je­dynym autorytetem, tylko on potrafił przemówić do dziefcka, przekonać, złamać głupi upór, rozbroić i uspokoić. Ale z czasem jego zainteresowanie dziec­kiem malało, aż ograniczyło się do zera. 

OJCIEC POTRAFI ZACHĘCIĆ

Niektórzy ojcowie potrafią dzieci inspirować i zachęcać do wysiłku, tej mobilizacji w wielu rodzinach brakuje.W listach często brzmi wyraźnie tęsknota za tym co zwykło się kojarzyć z normalnym domem  żal za ciepłem, serdecznością, bliskością spajającą człon­ków rodziny. Ojciec-przyjaciel, ojciec-kolega, ojciec starszy brat to ideał. W niektórych listach pisano: mam już wszystko, brakuje mi „tylko” miłości. Wiedzą, że rodzice cza­sem sami nie umieją okazać uczuć, ale stąd już tyl­ko krok do wątpliwości, czy w ogóle mają te uczucia. Można żyć w spiesznej atmosferze, można bezu­stannie się wymijać w biegu, można odczuwać braki rzeczy, ale naprawdę najciężej wydaje się żyć tym dzieciom, które nie czują miłości.